Sukcesywnie wzrasta liczba ciekawych i unikalnych eksponatów w naszym zakładowym Muzeum. Coraz więcej przybywa przedmiotów powszechnie uznanych do tej pory za zaginione.
Z notatnika muzealnika
Dziś złotymi zgłoskami zapisuję nazwiska: Henryka Żmiji, który przekazał naszemu Muzeum sztandar zakładowy z napisem: „Najlepszemu Zakładowi Energetyki”, Danuty Mazur, Helgi Bańczyk, Ireny Ucki – za wytrwałość i trud w poszukiwaniu przedmiotów dotyczących historii naszego zakładu. Ich wysiłek został uwieńczony sukcesem, kolejne dwa sztandary zakładowe, pięknie zachowane, zostały odnalezione.
Dotychczas sztandary o których piszę oglądaliśmy w naszym miejscu pamięci tylko na fotografiach. Obecnie dzięki wyżej wymienionym osobom sztandary możemy oglądać z bliska w naszym Muzeum.
Danuta Sekulska, Lidia Bekus - starannie przechowały okazały proporzec, małe proporczyki, druki, dokumentację oraz wydania książkowe.Wśród przekazanych nam kopii pism znajduje się dokument z 7.09.1932 r. zatytułowany „Wykaz Członkostwa” sporządzony w formie ozdobnego dyplomu. Podobny dokument – oryginał o przystąpieniu pracownika do Kasy Emerytalnej z 1919 r. znajduje się w naszym Muzeum – sporządzony został w języku niemieckim.
Janusz Lukasek - podarował nam porcelanową oprawkę oświetleniową, w której zamontowany jest unikalny wyłącznik elektryczny. Renata Bartecka - wzbogaciła nasze zbiory muzealne o stare urządzenie teleksowe wyprodukowane jeszcze w drewnianej obudowie. Franciszek Załoga - wydawać by się mogło pechowiec, gdyż kiedyś nieumyślnie uszkodził w czasie pracy obrotomierz. Uszkodzony z jego winy przedmiot zwyczajowo zmuszony był odkupić. Po latach od tych przykrych dla niego wydarzeń z jego rąk ten feralny jak mogło by się wydawać przedmiot, trafił do naszego Muzeum.

Na łamach naszego „elektro” informowałem o brakujących w archiwum egzemplarzach czasopisma „Elektro” z 1987 i 1988 r. Dzięki wysiłkowi pracowników wydziału kierowanego przez Antoniego Czypionkę, tj. koleżanek Danuty Sykulskiej i Lidii Bekus część brakujących egzemplarzy udało się uzupełnić. Prosiłem wielokrotnie o przekazywanie do Muzeum rękopisów lub wspomnień, szczególnie zaś emerytów.
W dostarczonych nam czasopismach „ELEKTRO” z lat 1987 i 1988 cyklicznie publikował „historię energetyki” dziś już emeryt Sławomir Włodarczyk, który od początku tworzenia Muzeum był propagatorem tej pięknej idei i wzbogacił nasze Muzeum o liczne eksponaty.
Tematyczne artykuły prasowe o wydarzeniach lat ubiegłych będą archiwizowane w postaci cyfrowej na dyskach komputerowych. Taka forma magazynowania umożliwia szybki i bezproblemowy do nich dostęp.
Ciekawymi publikacjami na łamach „ELEKTRO” są opisane wspomnienia Jana Zatońskiego, który jako pierwszy po II wojnie światowej zarządzał naszą elektrownią. Oto wybrane fragmenty wspomnień :
„Kiedy rozwieszone zostało po wyzwoleniu Rozporządzenie Rządu, żeby zgłaszali się fachowcy, zgłosiłem się 1 lutego 1945 r. na ulicę Lompy [w Katowicach], gdzie urzędował gen. Zawadzki. Zapytał mnie gdzie pracowałem, powiedziałem, że w Łaziskach w Zakładach „Elektro”.
- „Kolego, żebyście się mogli tam dzisiaj dostać – powiada bo tam nie ma nikogo i jeden kocioł się pali”. Prosił mnie, żeby jakoś się tam dostać. Poszedłem pieszo następnego dnia. Doszedłem do Mikołowa, front był jeszcze na całej linii. Ten staw, który jest zaraz za Mikołowem, pełen był trupów, koni (...), szło się po trupach. Cały czas trwały działania, Niemcy cofali się w kierunku Rybnika. Doszedłem następnego dnia, sytuacja była straszna. Nie było żadnego kierownictwa, tak, że jak się zjawiłem, wszyscy się ucieszyli, że ktoś przyszedł (...)
Jeden kocioł się rzeczywiście palił, wszystkie maszyny stały, linie były zerwane. Za dwa dni zostałem wezwany do Komitetu i polecono mi jak najprędzej dostarczyć do Katowic prąd.
Byli tu fachowcy, rzeczywiście Elektrownia fachowców miała zawsze doskonałych (...), w ciągu 10 dni odbudowaliśmy połączenie z Chorzowem i dostarczyliśmy do Katowic prąd”.

Oto inny fragment wspomnień byłego dyrektora naszej Elektrowni, mgr inż. Jana Zatońskiego:
„W pierwszych miesiącach po wyzwoleniu jednym z ważnych zadań kierownictwa była aprowizacja – pracowników trzeba było zaopatrzyć w podstawowe artykuły żywnościowe. Podjęto decyzję o sprzedaży jednego wagonu produkowanego karbidu i zakupu za te pieniądze ziemniaków i innych płodów rolnych. Pieniądze za karbid wypełniły sporą walizkę. Podczas regulowania rachunków za nocleg w pewnej miejscowości, portier hotelu widząc te pieniądze – oddalił się na chwilę i wrócił z milicjantem. Długo się trzeba było tłumaczyć ...”.

W tym miejscu zwracam się z prośbą do czytelników „elektro” aby pomogli nam odnaleźć pełny tekst cytowanego rękopisu.

Wśród nowych zabytków muzealnych w gablotce znalazła się pocztówka ze zdjęciem Kopalni Książątko, wysłana 80 lat temu z Łazisk do Francji. Żołnierz francuski, który na Górnym Śląsku przebywał z racji organizowanego plebiscytu, wysłał z naszych okolic do swojego kraju pozdrowienia. Przesyłka pocztowa dotarła do adresata opieczętowana francuską pocztą polową, a teraz po 80 latach nieznanymi nam drogami trafiła z powrotem do Polski, a ostatecznie do gablotki naszego Muzeum – tak oto chciał los.

Innym nowym nabytkiem naszej ekspozycji jest „Currende” z 10 kwietnia 1821 r. Stary oryginalny dokument wprawdzie nie bezpośrednio związany z Elektrownią „Łaziska” może jednak zaciekawić zwiedzających nasze Muzeum. Poza pieczęcią lakową umiejscowioną na starym papierze widoczne są trzy krzyżyki postawione obok nazwiska Johan Lenort.
Oryginał innego dokumentu znajdującego się w naszej gablotce muzealnej pochodzi z 26 lipca 1881 r., na którym jest naklejony i opieczętowany dobrze zachowany znaczek skarbowy. Dokument sporządzony jest w języku polskim i niemieckim równocześnie.
Pragnę podziękować Stanisławowi Karpecie za ofiarowaną kopię książeczki z 1926 r., w której zawarte są „przepisy instalacyjne” a dotyczą instalacji elektrycznej. Przepisy te weszły w życie 1 stycznia 1926 r. w Elektrowni Okręgowej Ligota Sp. z ogr. por. Fuzja tego przedsiębiorstwa z naszym zakładem „Elektro” nastąpiła w marcu 1936 r., tym samym przepisy zawarte w omawianym dokumencie być może obowiązywały również w Łaziskach.
Książeczka z przepisami została napisana na 94 stronach, zawsze na stronie lewej zapisy sporządzono w języku polskim, natomiast na prawej stronie w języku niemieckim.
Wyjątkowo ciekawie sformułowano zapisy z dziedziny bhp:
„Bezpiecznik ma się taki wybierać, ażeby nie stopił się przy napływie prądu w czasie rozruchu”.
„Garaże samochodów należy uważać za ubikacje niebezpieczne ze względu na eksplozję”.
„Stajnie i piwnice do przechowywania wina określa się jako ubikacje z wyziewami żrącymi”.
Czytający i przestrzegający w życiu wyżej wymienionych przepisów jeżeli nie rozumieli dobrze obowiązujących zaleceń, mieli zawsze możliwość odczytania wybranego paragrafu na stronie sąsiedniej, która była zapisana w języku niemieckim.
Zbigniew Lorek



elektro Łaziska
2002/02